PSONI - Żory | Jeszcze dwoje towarzyszy broni z barykady walki o piękno. Próba krytycznego tekstu.
3024
post-template-default,single,single-post,postid-3024,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-theme-ver-7.8,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Jeszcze dwoje towarzyszy broni z barykady walki o piękno. Próba krytycznego tekstu.

14 marca Jeszcze dwoje towarzyszy broni z barykady walki o piękno. Próba krytycznego tekstu.

Dziś zwiedzaliśmy bardzo ciekawą wystawę, pod wielce intrygującym tytułem: „Prowincjonalne dekoracje”. Ma ona miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Żorach i wystawiane są na niej ceramiczne rzeźby małżeństwa Sylwii i Iwa Rynkiewiczów. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem.

W szklanych gablotach, dumnie prężą się w stronę widzów postacie jakby żywcem wzięte z baśni o dziwnym świecie. Głowy niby to wojowników, niby władców zaginionych królestw, a może jednych i drugich zarazem, spoglądają na nas wzrokiem przenikliwym i władczym. Twarze kamiennie dostojne, ozdobione diademami, hełmami, inkrustowanymi rzadkimi kryształami, zdradzającymi szlachetne pochodzenie zarówno ich posiadaczy, jak i samych kruszców – wydobywanych z czeluści nieznanych ziem. Są i postacie rodem z cyrku, dziwnie zniekształcone, z grymasem arogancji, buntowniczym uśmieszkiem, zdające się mówić, że nic a nic ich nie obchodzimy, bo one – te postacie, zrobione są z lepszej (nomen omen) gliny  niż my. Maski jakby duchów, może nieszczęśliwych księżniczek, umarłych lub tylko śpiących, lecz niezaprzeczalnie pięknych, urodą chłodną i niedostępną. Postacie wydłużone niczym u El Greco, dzierżące w dłoniach atrybuty, może nie tyle władzy, a pasji, pewnych preferencji. Wszystko to utrzymane w tajemniczej symbolice, posiadające w sobie coś elitarnego, zdające się nie dopuszczać każdego do tego magicznego świata, lecz w istocie swej bardzo piękne, kolorowe, lśniące. Paradoksalnie na najniższej półce – bo zwykle jest odwrotnie, w głównej gablocie, widzimy najcenniejsze rzeźby, stworzone z szamotu, posiadające artystycznie największą wartość. Te wykonane oryginalną techniką dzieła, może na pierwszy rzut oka, mniej wizualnie atrakcyjne niż te obfitujące w barwne szkliwa, to jednak po chwili, wydają się niezwykle ciekawe. Uderza wyrafinowana forma, a także surowa barwa, przywodząca na myśl przemieszanie rud żelaza i miedzi. Rzeźby tak mocno związane z ziemią, z samym jej jądrem, manifest i kwintesencja ceramiki.

W tle powieszono kilka obrazów utrzymanych w popartowej konwencji, malowanych za pomocą farby w sprayu i szablonów. Bezpośrednio nawiązują one do stylistyki street artu i tak lubianego przez nas brytyjskiego artysty Banksyego. I na pewno Andy Warhola – zaprawdę zacni to patroni. Stanowią fragment dużego cyklu zatytułowanego „Trucizny”, który w większości jest już wyprzedany kolekcjonerom sztuki z całego niemal świata.

A więc reasumując: czy są to dekoracje? Z całą pewnością tak. Czy są one prowincjonalne? Oczywiście nie, chyba, że prowincją nazwiemy krainę sztuki i piękna, barykady której wciąż jeszcze bronimy. I właśnie tę Prowincję bronić będziemy do ostatniej kropli krwi.

Dobrze wiedzieć, że mamy takich odważnych towarzyszy broni.

Wystawa potrwa do końca kwietnia 2017r. Na pierwszym piętrze wystawiane jest malarstwo Renaty Błędowskiej, lecz niestety, z powodu barier architektonicznych występujących w MBP, nie dane było nam ich zobaczyć.

kolektyw

Fot. Tomasz Nessing



Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress