PSONI - Żory | Raport z oblężonego miasta część trzecia i ostatnia. Przełamanie oblężenia.
2933
post-template-default,single,single-post,postid-2933,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-theme-ver-7.8,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Raport z oblężonego miasta część trzecia i ostatnia. Przełamanie oblężenia.

10 marca Raport z oblężonego miasta część trzecia i ostatnia. Przełamanie oblężenia.

Znacie, nie znacie – i tak posłuchajcie: ”…hopla chłopcy dziś uczymy się grać w piłkę nożną/ – nie mamy nóg – chrypią ci abnegaci/ – e bzdura marszczy się doktor/ ja szedłem przez życie o własnych siłach/ o własnych siłach cuda można zdziałać…” i jeszcze jeden fragment: „ ja nie wiem czy wyrosły im nogi/ nie wiem jak to się stało/ ale widziałem ich wiosenny mecz/ grali chłopaczkowie w football że ha.”  Wielu pewnie podziela poglądy doktora z wiersza Bursy i ma przekonanie, że o własnych siłach można zdziałać cuda . Może i można. My jednak wiemy, że własne siły często nie wystarczą, a cuda zdarzają się niezwykle rzadko. Dlatego też bierzemy udział w różnych eksperymentach, testujemy nowe metody, szukamy rad. Tak, lecz o tym już pisaliśmy. Dziś nadszedł czas na kilka podsumowujących refleksji w związku z zakończonym właśnie eksperymentem: „Kochaj – nie odrzucaj”. Niewątpliwie zderzyliśmy się z innym światem, nieznanym nam i poprzez swą egzotykę – ciekawym. Ale przecież nie o zaspokojenie ciekawości w istocie chodziło. Więc, o co? W pracy terapeuty, szczególnie terapeuty pracującego w środowisku takim jak nasze, często występuje zjawisko wypalenia zawodowego, pewnej monotonii, która na dłuższa metę może być zawodowo zabójcza. Ważne zatem jest zrywanie z rutyną, wprowadzanie do codzienności akcentów stających wbrew przyzwyczajeniom. Oczywiście mówimy tu o terapeutach, nie o naszych podopiecznych, którzy w większości tej powtarzalności wręcz łakną. Ich musimy chronić i czynimy to z wielką starannością. Lecz terapeuta, od czasu do czasu powinien zderzyć się z sytuacją do której nie jest przyzwyczajony, to może mu pomóc, zweryfikować jego postawę, dać mu do myślenia. Mamy przekonanie, że ci z nas, którzy bezpośrednio zetknęli się z wolontariuszami, a także, a może przede wszystkim z autorkami programu (nieocenionymi: porucznik Agnieszką oraz kapitan Asią – zawodowo nam bliskimi, bo przecież absolwentkami studiów pedagogicznych i psychologicznych) no i z niezapomnianym majorem Krzysztofem – zastępcą dyrektora ZK, otrzymali materiał do przemyśleń, który znacząco ich wzbogaci. A poprzez fakt, iż jeszcze nieraz podczas naszych teamów będziemy do owego eksperymentu wracać – wzbogaci każdego terapeutę i opiekuna. Dowiedzieliśmy się o sobie czegoś nowego, co na pewno pozytywnie wpłynie na naszą pracę. Nasi podopieczni również zyskali, bo wolontariusze okazali im niemało serca, pomagali jak mogli, obdarzali ich szacunkiem i uwagą. A czy zyskali wolontariusze? Pewnie tak, choć w tych sprawach nie jesteśmy specjalistami. I choć chcielibyśmy, by było jak u Bursy, by – używając jego metafory – cudownie wyrosły im nogi i zmienili swe życie, to za to nie możemy już brać odpowiedzialności.

Cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak ogłosić OREW miastem otwartym!

Foto.: Tomasz Tomiak (instalacja Christiana Boltanskiego na biennale weneckim w 2011 roku, pt.: Chance. Pawilon francuski)



Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress